tytuły postów

środa, 14 grudnia 2011

Do trzech razy sztuka

Gdy podzieliłem się nowiną z rodziną i posłuchałem opinii na temat miejscowego  szpitala, zacząłem poszukiwać jakiejś lepszej placówki. Dzięki pomocy znajomych i rodziny dotarłem do kliniki UJ w Krakowie i w ostatnim dniu, ważności skierowań do przychodni przyklinicznej od lekarzy rodzinnych, udało mi się zostać za kilka dni przyjętym do leczenia.
Czekając na przyjęcie, zaliczyłem jeszcze prywatną konsultację profesorską w innej klinice prywatnej, ale potwierdziła ona wcześniejszą diagnozę.
Fizycznie w tym czasie czułem się dobrze, ale psychicznie lepiej nie mówić, chociaż robiłem dobrą minę do złej gry.
Przygotowując mnie do  operacji, wykonano mi szereg specjalistycznych badań, gdyż jako jedna z lepszych klinik w Polsce posiada wszelki możliwy sprzęt diagnostyczny, a na dodatkowe badania koronografii układu krążenia przewieziono mnie do sąsiedniej kliniki kardiologicznej. Było konieczne wykonanie takich badań ze względu na stan mojego serca. Koronoplastyki nie wykonano ze względu na konieczność pilnej operacji żołądka.
Operację wykonał osobiście szef, czyli prof. X. Powycinał mi większą część żołądka, woreczek żółciowy bo był obciążony kamieniami, śledzionę- nie wiem dlaczego i coś tam jeszcze.
Po operacji kilka dni leżałem na Ojomie, a potem na pooperacyjnej. Za jakiś czas zaczęto ściągać szwy, a w dniu kiedy miałem być wypisany do domu, przy zdejmowaniu ostatnich szwów szycie  pękło i jelita wypłynęły. Wstrzymano wypis, pęknięcie ściśnięto bandażem, a po południu znów na stół do cerowania, Ranę zszyto ponownie, pościągali brzuch żyłkami i zaciskaczami i znów na Ojom. Drugim razem trzymali mnie dłużej, aż szwy się zagoiły.
W czasie pobytu w klinice, za moją ścianą zmarła minister zdrowia Cegielska. Leżałem na sali z byłym ministrem budownictwa Paszkowskim, a co się napatrzyłem na cierpienia innych pacjentów, to się naprawdę czułem szczęśliwy, ze tylko tyle cierpię.
Pobrane  próbki na badania hispat, nie wykazały obecności komórek rakowych i nie musiałem brać żadnej chemii.
Po powrocie do domu w miejscu szwu zrobiła  się przepuklina pępkowa. Kilka lat jeździłem na badania kontrolne (co kilka miesięcy) do poradni przyklinicznej. Dieta, i aplikowane leki nie skutkowały i kłopoty  brzuszne mnie nie opuszczały zwłaszcza jelita grubego, którego badania wykazały przewężenia długo-odcinkowe.
Można by to podobno zniwelować, ale tylko poprzez resekcję jelita grubego i sztuczny odbyt.
Na to się nie zdecydowałem, więc cierpię nadal i nie mam zamiaru umierać całkiem pusty w środku
Do grudnia 2001 lizałem rany po ostatnich przeżyciach, załatwiałem też sprawy rentowe, gdyż w dniu kiedy miałem operację w Krakowie, miałem się też stawić na komisję ZUS.
Pomimo dostarczonego zaświadczenia o operacji rentę mi zabrano i dopiero na wskutek odwołania do komisji wojewódzkiej  ją odwieszono.
W wigilię rano obudziłem się ze strasznym bólem brzucha i cały dzień strawiłem na poszukiwaniu środków do jego usunięcia lub jego ograniczenia. Żadnej pomocy nie mogłem się jednak spodziewać, wiadomo święta. Zona początkowo podejrzewała, że symuluję, aby zbojkotować świąteczne jedzenie, ale widząc jak napełniam wiadro zwrotami, wieczorem w drugi dzień świąt wezwała lekarkę rodzinną, która wezwała pogotowie i skierowała mnie natychmiast do szpitala.
Trzy dni zero jedzenia, tylko trochę wody, którą natychmiast zwracałem, totalne odwodnienie, półprzytomny.
W szpitalu kroplówki, czyszczenie od dołu i góry, bezskutecznie. Diagnoza- 100% niedrożność jelita, zalecenia-natychmiastowa operacja.
Chciałem aby odesłano mnie do kliniki w której wcześniej miałem operacje, ale okazało się to niemożliwe.
Dostałem wybór: albo natychmiastowa operacja, albo wypis do domu w stanie w jakim byłem. Optowałem za wypisem, bo doszedłem do wniosku, że i tak za długo żyję, a cierpień to już doznałem wystarczająco.
Jednak personel oddziału namówił mnie na operację, mnie już było wszystko jedno i po południu w Sylwestra byłem na stole operacyjnym.
Po operacji obudziłem się zaintubowany na Ojomie. Że jeszcze jestem na tym świecie, zorientowałem się, słysząc śpiewy sylwestrowe po polsku i Polskie kolędy dochodzące od rozbawionego personelu na Ojom. Rano salowe roznosząc śniadanie, zastanawiały czy zasługuję na nie, czy zostawić mi jakąś mleczną zupę i herbatę w garnuszkach, ale doszły do wniosku, że po operacji przepukliny mogę później zjeść śniadanie. Ja też nie pamiętałem czego mi brakuje w środku. Po odjęciu rur, łapczywie skonsumowałem co było. Oczywiście to odcierpiałem.
Po Nowym Roku przeniesiono mnie na inną salę i dopiero wtedy dowiedziałem się, że mam jelito skrócone o 30 cm.
Po tygodniu wypisywano mnie do domu, ale po tygodniowej przerwie w konsumpcji, ból brzucha powrócił, wypisano mnie jednak do domu we wtorek, a w czwartek wieczorem pogotowie zabrało mnie z powrotem do szpitala, tylko już na inny oddział. Okazało się że nagromadził  się płyn w otrzewnej i naciska na przeponę i serce, które do rana nie znalazło by miejsca swojej pracy. Natychmiast lekarz dyżurny wypompował przeszło 1,5 litra płynu z otrzewnej. Potem to już tylko trzy razy dziennie antybiotyki.
W czasie mojego pobytu w szpitalu traktowano mnie jak notorycznego Rakowca i dziwiono się, że jeszcze żyję, a po dwóch latach będąc przypadkiem w szpitalu, przechodzący lekarz, który wykonywał mi operację jelita, aż przystanął ze zdziwienia na mój widok, że jeszcze żyję.
Po opuszczeniu szpitala też prawie pół roku dochodziłem do siebie, ale jeszcze zafundowałem sobie koronoplastykę i poprawiło to trochę moje relacje z sercem. Kłopoty gastryczne jak miałem, tak mam nadal i byłbym bardzo zdziwiony gdyby mnie nic nie bolało. Jadam mało i niskokalorycznie, bo większości pokarmów mój organizm nie toleruje, a to jest zgodne z wysokością mojej emerytury.
Z moją przepukliną też się zaprzyjaźniłem i jest ona dla mnie bardzo wygodna, bo konsumując coś nie muszę korzystać ze stołu, a i tak pojemnik z piciem mam na czym postawić.
Lekarzy szanuję, ale wolę ich z daleka omijać i jedyne z nimi spotkania, to przy wypisywaniu leków, i ich zmianie jeżeli taka potrzeba zachodzi.
Nie podaję nazw szpitali w których się leczyłem, zwłaszcza tych rejonowych ani też nazwisk lekarzy, bo mógłbym narazić się na czyjąś negatywną reakcję, a uważam że licho nie śpi, jednak gdyby ktoś był zainteresowany to indywidualnie mogę udostępnić posiadaną dokumentację na opisane leczenia.   
Od tych zdarzeń mija prawie dziesięć lat i w tym czasie tylko raz byłem w szpitalu, aby zdiagnozować serce i dostosować do niego lekarstwa, a z nudów znalazłem sobie pracę stosowną do moich możliwości i przepracowałem prawie 8 lat w ubezpieczeniach, co sprawiało mi frajdę, zwłaszcza kontakt z ludźmi, a pozwalało zapomnieć o chorobach. Ostatnio poczułem się już zmęczony i szukam dla siebie zajęcia, aby nie rozmyślać o tym, co mnie boli, zrobić mały remanent życia i podzielić się nim z innymi.
Uważam jednak, że powinienem wrócić do spraw, które rozpocząłem przed ostatnią chorobą i jeśli uda mi się to zrobić, to mój przyjaciel zaatakuje mnie po raz trzeci i ostatni już skutecznie.
                                         autor: upaheniek     

Brak komentarzy: