W 1980 roku złamałem nogę tuż nad kostką, piszczel i strzałkę. Tak mnie ortopedzi leczyli, że prawie rok miałem ją w gipsie. Najpierw złożyli ją komputerowo, a gdy nie było zrostu w półrocznym gipsie i rehabilitacji stawów po około roku złożono ją operacyjnie za pomocą płytki i śrub stalowych, które powinny być wyciągnięte po trzech latach. Mnie się jednak nie spieszyło, ale z czasem odczułem niepożądane, skutki zespolenia. Ponieważ prowadziłem własną działalność gospodarczą i miałem ograniczone, możliwości czasowe, zaniedbałem zespolenie, jednak musiałem je usunąć.
Poprzez siostrę, która pracowała, jako pielęgniarka, umówiłem się ze znajomym chirurgiem ze szpitala górniczego w B. oddalonego o 200km od miejsca zamieszkania, na 14 grudnia 1987roku. Leczenie miało trwać 3 dni i na święta miałem być w domu. Operacja przebiegła nie najlepiej, gdyż były pewne problemy z wykręceniem śrub po tylu latach. W trzecim dniu po operacji, gdy po zdjęciu opatrunku, okazało się, ze noga zrobiła się czarna, musiałem pozostać w szpitalu na święta. Następnego dnia miałem wyjść do domu, ale rzeczywistość była inna.
Okazało się, że na święta zostałem sam na całym oddziale. Oprócz pokarmów 3 x dziennie dostawałem po dwa antybiotyki w zastrzykach. Owszem, odwiedzała mnie dalsza i bliższa rodzina w miarę swoich możliwości, ale poza odwiedzinami byłem sam. Na szczęście intensywna terapia się powiodła i nogę udało się uratować. Ze szpitala wypisano mnie 30 grudnia, a szwagier odwiózł mnie do domu. Byłem szczęśliwy, że jestem już w domu ze swoimi i Nowy Rok powitamy razem. Byłem jednak w błędzie.
Następnego dnia serce przypomniało o sobie. Interwencja lekarza pogotowia ratunkowego nie przyniosła skutku, a wezwana powtórnie karetka, dostarczyła mnie na Ojom szpitala miejskiego w D. W 1984 przeżyłem tam zawał serca. Tym razem było lepiej, bo miałem tylko stan przedzawałowy. Jednak Sylwestra i kilka dni stycznia spędziłem pod pompami infuzyjnymi na ojomie. Cieszyłem się, że jestem na swoim terenie i miałem bliższy kontakt z rodziną.
Autor: upa heniek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz